De.licio.us Dada

przez anarchiarmo
http://r2.bloodwars.interia.pl/r.php?r=66433

Glosuj na post

Anioł

08/09/2007 11:57

przez anarchiarmo



Zapraszam do posłuchania

Glosuj na post

przez anarchiarmo

Proszę, uderz mnie.

Jeszcze tylko usta. Krwisty kolor zaznaczył się na jej młodej twarzy. Ostatnie spojrzenie w lustro i pożegnanie dnia.

Z drugiego piętra na dół, po schodach, do taksówki, do Whisky Pub’u. Codzienność...

     

  • Hej! Przystojniaczku postawisz mi drinka? – Źle trafiła. Można było to odczuć. Ona jednak nic nie czuła. Wyrachowana i profesjonalnie nastawiona do rzeczy.
  •  

     

  • Ile? – spytał przystojniaczek, który odczuć można było był już po kilku głębszych.
  •  

     

  • Za stówkę mogę zrobić ci druta. Jak chcesz coś więcej to dwieście – odpowiedziała dobrze odnajdując się w krótkiej rozmowie.
  •  

Popatrzyli na siebie.

     

  • Barman! – wyciągnął portfel – Podwójny Blue Lagoone dla tej młodej damy!
  •  

     

  • Już służę – zdecydowanie i pewnie wymieszał składniki – Proszę!
  •  

Popatrzyli na siebie po raz drugi.

     

  • Masz ognia? – spytała
  •  

Tego mu w niej brakowało. Papierosa w ustach. Tak aby potwierdziła swoje kurestwo do bólu.

     

  • Proszę! – podając ogień delikatnie poczuł jej oddech.
  •  

     

  • Gdzie to zrobimy? – pamiętała o pracy.
  •  

Dla niej bez różnicy. Choćby tu i teraz. Na oczach wszystkich. Z nim bądź z tamtym przy stoliku. W kiblu bądź pod ścianą. W aucie bądź w bramie. Bez wyjątku. Nie dla niego.

     

  • Zapraszam cię do siebie – za grzecznie odparł po namyśle.
  •  

Droga się dłużyła. Te same reklamy spoglądały nieco jaskrawiej niż zawsze. Demo PRL-u zbierające swoje żniwa właśnie teraz. Drzewa bez liści i ptaki, co tylko z pozoru nazywane są ptakami. Brudasy miasta. Mojego miasta, o które nawet słowami walczyć nie umiem.

     

  • To tutaj – otworzył drzwi.
  •  

Usiadła wygodnie na kanapie. Zaskoczył ją (było to widać w jej oczach) porządek jaki panował w pokoju. Wszystko miało tutaj swoje miejsce. Wszystko poustawiane symetrycznie i z gustem. Nawet ona poczuła, że ma tutaj swoje miejsce. Na kanapie przykrytej wełnianym kocem.

     

  • Napijesz się czegoś? – znowu zbyt grzecznie zapytał
  •  

     

  • Proszę? – ona też. Dostosowała się.
  •  

Wyszedł do kuchni. Rozejrzała się trochę. Nie ma kurzu. Musi więc sprzątać. Żadnych zdjęć. Zapomina albo jest sam. Dużo książek. Lubi czytać albo jest jakimś uczonym. Słucha muzyki. Dobrej muzyki.

Wszedł. Podając szklankę zdjął jej spódnicę. Wypiła niemalże jednym chałstem. Zdarł z niej bluzkę. Już była gotowa.

     

  • Jak się nazywasz? – dodał
  •  

     

  • Po co ci to? – Jestem kurwą – odparła
  •  

     

  • Chcę wiedzieć – zapytał grzecznie
  •  

     

  • Wszyscy mówią do mnie Jenny – wyszeptała wkładając mu rękę do spodni
  •  

     

  • A jak naprawdę się nazywasz Jenny? – ponowił
  •  

     

  • Kasia – Był jej. Dobrze to wiedziała- Za stówkę czy więcej? – pamiętała o pracy
  •  

     

  • Obciągnij mi – odparł
  •  

Był pijany. Trwało to sporo czasu. Zazwyczaj połykała zawartość penisów swoich pracodawców. Dziś było inaczej. Spóźniła się. Nie wyczuła momentu. Sperma zalała jej twarz i oczy. Nic nie widziała. Bała się nawet je otworzyć.

     

  • Gdzie jest ubikacja? – spytała
  •  

Popatrzył na nią.

     

  • Ja jeszcze z tobą nie skończyłem! – zaczął się złościć – Jesteś kurwą i płacę ci za to żebyś robiła to, co robisz najlepiej. Chcę jeszcze raz. Obciągnij mi drugi raz – skończył
  •  

Nie miała sił. Bolała ją twarz i gardło. Wiedziała, że jeśli się zgodzi potrwa to jeszcze dłużej.

Zgodziła się.

Podobnie jak za pierwszym razem przyjęła wszystko na siebie. Już nie chciała iść do ubikacji. Zapaliła papierosa. On też.

     

  • Widziałem cię w kościele w niedzielę – zaczął przystojniaczek.
  •  

Nic nie odpowiedziała. Popatrzyła tylko na niego taj, jak patrzy małe dziecko tęskniące za swoim zdechłym zwierzaczkiem.

     

  • Kurwa w kościele!!! – jego śmiech był szczery – Kładź się. Chcę cię wyruchać. Ile to jeszcze będzie trzy, cztery, pięć stówek? Dostaniesz sześć ok.?
  •  

Posłusznie położyła się na kanapie. Rozszerzyła uda. On dokończył papierosa i podszedł do niej. Uniósł jej nogo do góry i wszedł w nią bardzo głęboko. Zaczął wykonywać coraz to mocniejsze ruchy. Popatrzyła na niego. Przypomniała sobie coś.

 

- Przepraszam. Proszę, uderz mnie? – wyszeptała przez łzy.

ZABAWA W DOM

 

 

Z pozycji obserwatora łatwiej jest oceniać. Łatwiej, niekoniecznie znaczy dobrze i obiektywnie. Obraz bowiem, który widzimy wyrasta w oczach obserwatora na jego obraz. Indywidualny, a jednocześnie empirycznie poświadczony własnymi doznaniami. Ważne tutaj staje się pytanie: Kto, albo Co przygląda się obrazowi?

Z pozycji obserwatora łatwiej jest oceniać. Łatwiej, niekoniecznie znaczy dobrze i obiektywnie. Obraz bowiem, który widzimy wyrasta w oczach obserwatora na jego obraz. Indywidualny, a jednocześnie empirycznie poświadczony własnymi doznaniami. Ważne tutaj staje się pytanie: Kto, albo Co przygląda się obrazowi?

     

  • Pobawmy się w dom?
  •  

Julcia (16 l.). Zawsze aktywna i spełniająca funkcję pastuszka domowego od momentu rozwodu swojej mamy z tatą. Pilnuje młodszego braciszka Tomeczka odciążając tym samym obowiązki mamy. Ta z kolei ma czas na poszukiwanie prawdziwej miłości swojego życia. Już trzeciej.

     

  • Nie chce mi się.
  •  

Tomeczek (5 l). Woli jak to chłopiec bawić się samochodami. Powodować wypadki i budować dla nich garaże z piasku.

Całość rozpoczyna się tutaj – w piaskownicy, na jednym z wielu, miejskich osiedli. Piaskownica ma wymiary cztery na cztery metry tak, aby mogła pomieścić mnóstwo innych dzieci z bloków naokoło.

     

  • W tym domu będzie garaż! – sprytnie podsunęła Julcia.
  •  

Namawiać Tomeczka nie musiała. Przystał na pomysł od razu. Teraz – bo w tej przestrzeni jesteśmy – powstać ma zamiar dom. Dom stworzony przez dzieci.

     

  • Wiesz jak zbudować dom? – spytał głupiutki Tomeczek
  •  

     

  • Pewnie, że wiem – odparła Julcia – Dom to taka trumna tylko, że większa i może pomieścić więcej osób.
  •  

     

  • Trumna? – zaciekawił się Tomeczek
  •  

     

  • No tak – pewnie dodała Julcia.
  •  

Zaczęli zatem budować trumnę zwaną domem, w której po kolei pojawiać zaczęły się osoby i postaci: mamy, taty, wujka, dziadka, babci, pieska, kotka, a nawet rybki welonki. Zaraz obok dzieci wybudowały trumnę-ogród i trumnę-garaż.

     

  • Brakuje mi kwiatków, trawy i kamyczków na obiad – zaczęła po skończonym lepieniu Julcia – Pojedziesz po to samochodem?
  •  

Tomeczek ruszył. Na kolanach. Bo tak najłatwiej. Jego ciężarówka z łatwością pomieściła wszystko o co Julcia poprosiła. Tak dużo potrzebnych rzeczy w jednym miejscu – obok płotu.

     

  • Uważaj!!! – krzyknęła Julcia – Zabiłeś Ją!
  •  

Tomeczek delikatnie podniósł rozgniecioną biedronkę i podszedł z nią do Julci.

     

  • Nie chciałem – zaczął łkać
  •  

     

  • Już nie rycz – stanowczo rzuciła Julcia – Przynieś to pudełko co leży tam – wskazała palcem
  •  

Wspólnie umieścili ciało biedronki w pudełku, wcześniej wyścielając je trawą i porobili dziurki gdyby przypadkiem się obudziła.

     

  • Czy ona pójdzie do Bozi? – zapytał głupiutki Tomeczek
  •  

     

  • Boga nie ma! – odparła Julcia – Mama tak mówiła – Są tylko Anioły. Zmówmy lepiej modlitwę.
  •  

Tomeczek wykopał dół obok trumny-domu, trumny-ogrodu i trumny-garażu. Julcia włożyła tam pudełko i zasypała je.

     

  • No to zaczynamy – rzekła pewnie Julcia.
  •  

I zaczęły:

     

  • Aniele Boży, Stróżu Jej/ Ty zawsze przy niej stój/ Rano, wieczór, we dnie, w nocy/ Bądź jej zawsze ku pomocy/ Strzeż duszy, ciała jej/ I zaprowadź ją do żywota wiecznego.......
  •  

     

  • OBIAD!!! – znajomy głos mamy zakończył modlitwę.
  •  

 

 

Glosuj na post

Rozmyślania o jutro

03/09/2007 17:15

przez anarchiarmo

 


rozmyślania o jutro
zachaczają najczęściej o niedzielny obiad
w głodnym kręgu domowników
gość we własnym domu
ma niewiele do powiedzenia
choć wyrywają mu się słowa:
po staremu, źle, co dalej, nie wiem,
dajcie mi spokój

po napełnieniu brzuchów
i wypełnieniu pustych kieliszków
rozmowa zaczyna się kleić
do państwa, co winne staje się za wszystko

Nie mów fałszywego słowa przeciw bliźniemu swemu
zasada nieistotna
gdy język zaczyna być giętki
i prawdę słać do drugiej gęby

a rano kac
i jutro

Glosuj na post

Pokolenie Fragmentu

28/08/2007 09:17

przez anarchiarmo
Mieć twarz. Imię i nazwisko. Potrafić się określić w rzeźbieniu własnej osobowości twórczej. To ważne. Nawet bardzo. Chłonąć wiedzę, zdobywać – kawałek po kawałku – przestrzeń doświadczalną życia w całej swej okazałości, z tymi, co byli i co są. Rozmawiać. Podnosić z dumą głowę i odeprzeć ewentualny atak – słowem. Nie podnosić pięści gdy intelektualnie nie zdobyliśmy tarczy. Podawać sobie dłonie. Na zgodę z samym sobą i światem. To wszystko my. Urodzeni w dobrych czasach. Z dwiema datami na nagrobkach w przyszłości i głupawym napisem powyżej, bo coraz rzadziej dbamy o tradycję. Przerażać może fakt, że traktujemy nasze życie jak fragment. Nie potrafimy patrzeć przez pryzmat całości jego istoty. Nie zastanawiamy się nad tym. Brakuje nam czasu. Gonimy. Za. Dla każdego ważne jest, co innego. Tłumaczymy to sytuacją albo złą władzą. Krzyczymy. Chociaż coraz mniej otwieramy usta by powiedzieć: Nie! Częściej obrażamy i stajemy się śmieszni. Brak nam pokory. Wyleciała gdzieś z dziurawej kieszeni na bruk. I nic do nas nie dociera. Bo zaraz rozważamy wszystko w kategorii: ja – młody, ty – stary, więc atakuj mnie, ja i tak wiem swoje. Nie nasze. Nastąpił podział na moje i twoje. Wystarcza ci fragment wiersza Norwida, bo i tak zmęczyłeś się nim aż natto. Mnie całość nie wystarcza więc czytam od początku. To już nie ta wrażliwość. Nie ta chęć i pasja, którą posiadali inni. I dobrze. Co ty nie wiesz, że dzisiaj trzeba szybko dorastać. To, co najważniejsze – wybierać. I tak się nie przyda, kiedy będę robił interesy w przyszłości. Nikomu nie pociągnę - z Norwida, a na pewno już z Mickiewicza - tekstem. Śmiałby się ze mnie – tak mówią. Przerażające i prawdziwe. Jednostki tylko uwrażliwiają się na świat. Na jego problemy. Na jego istotę. Pragną rozwijać się wraz z nim pamiętając o tym jaki był wcześniej. Większość odstaje. Karmi się złudzeniami wszechwiedzy. Filozofia ich własna, a tak naprawdę niezmienna od pokoleń. I nawet nie wiedzą, że tak jest. Nie potrafią się nawet buntować. Bardziej demolować i powodować niechęć do młodych. Nie chcą przeżywać. Żyją z dnia na dzień, byle szybciej do soboty i daleko im do Horacego. Tutaj się mylą. Nie rozumieją. Większość z nas nie rozumie. Pewnych zachowań, sytuacji, zdarzeń, ale to nie powód by udowadniać, że jest się młodym. Nie różnią się za bardzo od średniowiecznych anonimowych twórców. Mają imię i nazwisko, podpisują się nawet pod wszystkim. I co z tego? Skoro każdy to robi. Tysiące takich jak on. Anonimowych twórców z imieniem i nazwiskiem. To boli. Więc przestają. Wchłania ich dorosłe życie. Współczesne Średniowiecze bez jesieni. Jesień jest zawsze w ich umysłach. Zawsze nie tak. Może by coś zmienić. Nie robią nic w tym kierunku.
Próbowałem dzisiaj zanalizować własną sztukę. Trochę Becketta, trochę Witkacego, i trochę mnie. To chyba dobra droga. Tak myślę. Poszukuję wciąż własnej drogi. Pasja pozostaje i chęć tworzenia także. Pokolenie fragmentu nie poszukuje w większości i brakuje mu pasji. Najlepiej podać im wszystko na tacy – gotowe – z objaśnieniem: jak? dlaczego? i po co? Taca musi być konkretna – do tego kolorowa i oczywiście nie może być na niej więcej niż tylko fragment. Boję się. Na starość bowiem zależny będę od nich we wszystkich aspektach powolnego mego konania. Dlatego winien jestem, sam sobie, zauraczać młodych ludzi całością mając nadzieję na to, że kiedyś pozostanę w ich sercach i duszach jako ja: Imię i Nazwisko.

Glosuj na post

Fenomen gry

27/08/2007 13:14

przez anarchiarmo

 

Zapraszam do posłuchania i dzielenia się refleksjami na temat mojej muzyki MarcinFenomen Gry w życiu człowieka


I

Gra w życiu człowieka rozpoczyna się w momencie jego narodzin. Powoli wkracza on na planszę rozkładaną przez Boga lub bogów – z jednego źródła lub też przez rodziców – ze źródła drugiego. Jeśli wziąć pod uwagę dwie sfery: sacrum i profanum to z jednej strony mamy do czynienia z czymś nieświadomym, boskim, niewyobrażalnym, z drugiej zaś z czymś, co określane jest sformułowaniem: to, co ludzkie. Obie te płaszczyzny poniekąd nachodzą na siebie, uzupełniają się wzajemnie. Theatrum Mundi i nasze codziennne życie. Miejscem i polem gry jest jego istota. Istota życia rzecz jasna. Podobnie jak Platon, który próbował objaśnić pojęcie ideału tak samo my – tak dalecy od ideału nazywamy nasze życie różnymi słowami, zapominając niejako o tym, że w owym słowie tkwi pierwotna moc poznania.
Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię. Dlaczego nie stworzył najpierw człowieka? Mógłby spokojnie przyglądać się dziełu tworzenia. Gra z góry zaplanowana. Człowiek powstaje w szóstym dniu i ustawiony zostaje od razu na kolorowej planszy, na której wszystko jest piękne, doskonałe i żywe. To pewnego rodzaju gra humanistyczna, skierowana na wytężoną pracę umysłu. Tak było przynajmniej na początku. Człowiek sam skomplikował sobie tę grę. Jednym niefortunnym rzutem kostką stanął na polu, na którym nie powinien był stanąć.
Każda gra ma swoje zasady i reguły. W grze biblijnej te elementy były wyraźnie określone w instrukcji, którą objaśnił Bóg pierwszym ludziom. Pech chciał, że pole, które oznaczę tutaj kolorem czerwonym, stało się dla nich niemalże starożytnym fatum. Polecenie brzmiało zjedz jabłko i licz się z konsekwencjami swego postępku.
Od tego momentu rozpoczyna się gra w człowieczeństwo. Podobnie kiedy małe dziecko zaczyna odczuwać wstyd przed nagością niosąc w genach grzech pierwszych rodziców, tak samo my potrzebujemy ciepła, troski, współodczuwania i chęci współtworzenia rasy ludzkiej. Do planszy dochodzą zatem karty, na których zapisane są uczucia, wartości i cechy różne dla innych uczestników gry. Ruch gracza wydłuża się, staje się skomplikowanym powrotem do źródeł istoty ruchu. Jak postąpić, aby nie popełnić błędu? Jak dojść do celu, aby nie stracić szansy na ocalenie i zbawienie arche?

II

Gra w człowieczeństwo rozpoczyna się na dobre w okresie dorastania i w okresie dorosłego życia. Jedni bawią się w dobrych kolegów inni przyjaciół, jeszcze inni w dobrych mężów czy kochanków i podobnie po stronie kobiet. Nowe funkcje naszych osobowości jeszcze bardziej komplikują grę ,w tym momencie, już współczesną. Nie wystarcza nam już ogień prometejski, dobre uczynki i uniwersalna nauka Jezusa Chrystusa, explicite, wpisana w cierpienie. Bardziej zwracamy się w stronę otwartej, po dziś dzień, puszki Pandory czy też labiryntu stworzonego przez Dedala. Pojawiają się zatem symbole, alegorie, przenośnie i wiele innych odnośników do dróg, które pokonać można na wiele sposobów, nawet tych krętych i nazbyt niebezpiecznych. Rzuty kostką zastępują coraz bardziej ostre polemiki słowne niż ruch. Statyczność ruchu określana mianem niemożności zrobienia czegokolwiek. Plansza napełnia się zatem nowymi postaciami, które nie mogą przejść przez ogrom zasad i reguł wiążących go z istotą samej gry. Do tego dochodzą jeszcze stosunki różnego rodzaju, marzenia i sny.
Znajomość tego wszystkiego wymaga od grającego wspomnianego powrotu do źródeł. Źródłem zaś staje się wszystko, co poznane i niepoznane w kategoriach szeroko pojętej KULTURY . Ona natomiast oprócz głównego celu wytyczonego przez konstruktora gry, daje możliwość szafowania wartościami, ideami i postaciami na różne sposoby. Ważne zatem stają się dwa pytania. Pierwsze: - Kto, albo co uczestniczy w grze? I drugie: - Czy gracz wie, jaką cenę zapłacił za możliwość uczestnictwa w grze?

III

W pewnym momencie naszego życia zdajemy sobie jednak sprawę, że nie chcemy już grać. Obnażamy zatem własną duszę do tego stopnia, że staje się ona podatna na chorobę, wpisaną jakoby w istotę człowieczeństwa. Zaczynamy odkrywać drogę. Tę prawidłową, bezpieczną. Poimy się wodą ze strumienia wiecznego przybytku. Zaczynamy dostrzegać piękno w modlitwie. Odkrywamy na nowo wszystko, przede wszystkim, siebie. Zaczynamy doceniać ogrom pracy włożonej w projekcję własnej istoty. I dobrze. Gra kończy się dla nas w miejscu, w którym uświadomimy sobie, że nie warto grać. Warto żyć. Warto przeżyć to życie – godnie i uczciwie. To właśnie tam spełnia się przeznaczenie człowieka i rozpoczyna się jednocześnie zbawienie duszy.



Glosuj na post

Czerwiec 2008

SMDMDFS
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30

Moje ulubione linki

    Czesc jestem anarchiarmo
    Zobacz moj profil


    Wspolautorzy

    Czesc jestem magyuri

    Czesc jestem benita4

    Czesc jestem baqbaq

    Ostatnie komentarze

    ostatnie post

    Tag